wtorek, 9 grudnia 2014

2.

Tym razem nie pozwoliłam sobie na zaspanie ani spóźnienie do tej pieprzonej budy. Wstałam jeszcze zanim zadzwonił budzik i zaczęłam się szykować. Rodziców oczywiście już nie było, a ja w kuchni znalazłam tylko karteczkę, na której było napisane, że śniadanie musimy sobie zrobić sami, bo mama zaspała. Ha! Byłam lepsza! Zgniotłam karteczkę i wrzuciłam ją do kosza pod zlewem. Nie budziłam jeszcze Chrisa. Zrobiłam jajecznicę, poukładałam wszystko na stole i dopiero wtedy poszłam go obudzić. Zawsze było lepiej, gdy śniadanie na niego czekało, bo inaczej wyżerał wszystko po kolei. Weszłam do pokoju brata i zaczęłam nim delikatnie szturchać, szepcząc, że musi już wstawać. Miałam jakiś taki lepszy humor, dlatego postanowiłam być dla niego milsza. Szybko się obudził i razem poszliśmy do kuchni. Na widok jajecznicy oczy mu się zaświeciły, tym bardziej że zrobiłam jego ulubioną. Usiadł i zaczął ją wręcz wciągać.
- Kocham cię, siostra!
Zaśmiałam się.
- Wiem, wiem. Jedz.
Zjadł i to w kilka minut. Poszedł się ubrać, a ja w tym czasie pozmywałam. Nawet fajnie było być „panią domu”. Zresztą często musieliśmy radzić sobie sami, bo rodzice zawsze pracowali. I jak widać, nie zapowiadało się na zmiany.
Musiałam przypomnieć Chrisowi o papierach zgłoszeniowych, bo przecież skleroza zapomniała. W końcu jednak wyszliśmy z domu i udaliśmy się na przystanek. Przed szkołą mojemu bratu opadła kopara jak mnie wczoraj.
- Cholera, nie dziwię się, że się zgubiłaś. Jest ogromna!
- I ma pełno zakamarków - dodałam, kręcąc głową.
Weszliśmy na dziedziniec, a moje oczy od razu napotkały tego czerwonowłosego ciołka. Jak mu tam? Kastiel! Patrzył na nas. Minęliśmy go i weszliśmy do szkoły.
- No dobra, siostra, prowadź.
Zaprowadziłam go od razu do pokoju gospodarzy, żeby nie marnować czasu u dyrektorki. Przecież i tak by nas do niego odesłała. Zapukałam w drzwi i po cichym zaproszeniu weszliśmy do środka. Na biurku Nataniela dalej panował istny bu... nieporządek.
- Hej. To jest właśnie mój brat, Christopher Molière.
Natan przyjrzał się Chrisowi, potem mnie. No tak, nie byliśmy za bardzo do siebie podobni, charakterami też nie.
- Tak, na pewno jesteśmy rodzeństwem - burknęłam dość chamsko, wywracając oczami, bo za długo się na nas gapił.
Chłopak odchrząknął.
- Wybaczcie - mruknął pod nosem. - Mam nadzieję, że masz przy sobie wszystkie potrzebne dokumenty?
Chris wyjął z plecaka teczkę i podał ją blondynowi. W sumie to obaj byli blondynami, tyle że Chris trochę ciemniejszym. Nat przejrzał teczkę i skinął głową.
- Wszystko w porządku. Możecie iść na lekcje.
- Czyli gdzie? - spytałam.
Wytłumaczył nam gdzie są nasze klasy. Rozeszliśmy się. W klasie usiadłam koło Rozali i zamiast słuchać nauczycielki, plotkowałyśmy szeptem.
- Przepraszam! - rozbrzmiał nagle głos nauczycielki. - Ostatnia ławka, czy ja paniom nie przeszkadzam?
- Przepraszamy... - wydukałyśmy jednocześnie. Przez resztę lekcji siedziałyśmy cicho.
Kiedy wyszłyśmy z sali, Roza zapytała, czy poradziłam sobie wczoraj ze zwiedzaniem szkoły.
- Nie bardzo, zgubiłam się. - Zaśmiałam się. - Ale Kastiel mi pomógł, a potem odprowadził do domu.
- Kastiel?! Nasz Kas? Ten z czerwonymi włosami?
- No, ten sam. Znalazł mnie siedzącą pod ścianą i chyba zrobiło mu się mnie żal.
Widać było, że białowłosa jest w szoku. Mówiłam, że ten czerwonowłosy debil to jakiś typ spod ciemnej gwiazdy! Dziewczyna mnie tylko w tym przekonaniu utwierdziła. Szybko odbiegła od tematu buntownika i pociągnęła mnie gdzieś, szczebiocząc, że muszę w końcu poznać Lysia. Jeszcze go nie znałam, a już mu współczułam ksywki... Roza zaprowadziła mnie do chyba piwnicy, bo były tam różne szpargały i pudła. Ale nie tylko, bo jeszcze Kastiel i... koleś w dziwnym stroju. Skąd on się urwał?
- Hej, chłopaki! - przywitała się moja koleżanka i pomachała Kastielowi, a temu drugiemu rzuciła się na szyję. Ja stanęłam bardziej na uboczu, mając nadzieję, że o mnie zapomni, a wtedy ja się zmyję. - Co robicie?
- Gramy - odparł nieznajomy mi chłopak, choć przypuszczałam, że to ten „Lysio”. Matko... - A raczej próbujemy, bo Kas jest dzisiaj jakiś rozkojarzony...
Spojrzałam na Kasa, a on na mnie. I co się gapisz? Dopiero teraz zauważyłam, że przez głowę ma przewieszony pasek od gitary. No i gitarę oczywiście.
- Przyszłam wam przedstawić Natalie. Natalie, to jest właśnie Lysio. - Wskazała na chłopaka z białymi włosami. Jak się przyjrzałam tej dwójce dostrzegłam, że ich włosy są identycznego koloru.
- Lysander. - Białowłosy kompletnie olał skrót Rozalii i przedstawił się pełnym imieniem, wyciągając do mnie rękę. Podałam mu dłoń, a on ją ucałował! Spaliłam buraka. - Miło mi.
- N-Natalie... Mnie również...
Boże, od kiedy ja się jąkam?! Ogarnij się, dziewczyno! Spojrzałam w jego oczy. O matko, dwukolorowe! To było zarówno przerażające, jak i fascynujące.
- Dobra, chodź. Musisz poznać resztę. - Roza wyciągnęła mnie z piwnicy.
Wlokła mnie po całej budzie i przedstawiała różne osoby. Poznałam przemiłą i uśmiechniętą Iris, nieśmiałą Violettę, niezbyt miłą i zdystansowaną Kim i cichą Klementynę. Ach, i dowiedziałam się, że trzy paniusie, które wczoraj mnie spławiły to tutejsza „świta”. Amber, Li i Charlotte faktycznie nie tolerują nowych. W sumie to nie tolerują żadnych dziewczyn, uważając je za gorsze od siebie. Nie znoszę takich dziewuch.
- Wreszcie! - Usłyszałam głos mojego brata. - Szukam cię i szukam.
- Stało się coś?
- W sumie to nie. Bałem się, że znów się zgubiłaś i szukając cię, sam się zgubiłem. - Zaśmiał się, ja zresztą zaraz za nim.
- Poznajcie się, to Chris, mój brat, a to Rozalia.
Spojrzeli na siebie i oboje się uśmiechnęli. A to co miało być? Roza, ty masz faceta! Odchrząknęłam cicho, żeby przypomnieć im o swoim istnieniu, bo chyba zapomnieli. Popatrzeli na mnie.
- Co jest? Przeziębiłaś się? - spytał mój brat.
Prychnęłam cicho. Na moje szczęście zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję i poszliśmy do sali. Tym razem nie dyskutowałyśmy, ale też nie skupiałyśmy się za bardzo na lekcji. Po prostu każda była pogrążona we własnych myślach. Po lekcji wyszłyśmy na dziedziniec, zabierając ze sobą Chrisa, żeby sierota znowu się nie zgubiła. Tam znów był Kastiel. To chyba było jego ulubione miejsce w tej szkole. Rozalia pokazała nam ogród i dziwiła się, że dyrektorka jeszcze nie kazała nam się zapisać do któregoś klubu. Kiedy zapytałam o jakich klubach mówi, uznała, że pewnie niedługo się dowiem. Super.
Wróciliśmy do szkoły. Białowłosa gdzieś poleciała, a nas dorwała dyra.
- Kochani! - Klasnęła w dłonie. Matko, z nią jest coś nie tak. - Każdy nowy uczeń naszej szkoły musi zapisać się do jednego z naszych klubów. Macie do wyboru dwa - klub koszykówki i ogrodników. Proszę...
- Ja wybieram klub koszykówki! - przerwał jej Chris, podnosząc rękę, jakby się zgłaszał do odpowiedzi.
- Młody człowieku, nieładnie przerywać komuś w półzdaniu. - Zmroziła go wzrokiem, a on chyba nawet trochę się skulił. - A ty, młoda damo? Wiesz już do jakiego klubu chcesz uczęszczać? Może do tego samego co brat?
Nie ma mowy. Chociaż w tej kwestii nie będzie mnie denerwował. Poza tym nienawidzę sportu. Kwiatów zresztą też, no ale...
- Nie, proszę pani. Dla mnie idealny będzie klub ogrodników.
- Dobrze, w takim razie idźcie teraz do swoich klubów i sprawdźcie, czy nie trzeba tam pomóc.
Poszła sobie.
- Natuś, a gdzie jest ten mój klub? - spytał cicho Chris.
Dobre pytanie. A niby skąd ja mam wiedzieć? Trzeba znaleźć Rozalię. Ale Rozalii nigdzie nie było, za to znów pojawił się ten głupek z czerwonymi włosami. Typowy buntownik. Tylko czemu postanowił zjawić się w szkole akurat teraz?! Widział, że czegoś szukamy i spytał złośliwie, czy znów się zgubiłam. Och, gdyby wzrok mógł zabijać...
- Gdzie jest klub koszykówki? - spytałam twardo, ignorując kompletnie jego złośliwą uwagę.
- A co dostanę za wyjawienie wam tego?
- Moją dozgonną wdzięczność - odparłam przesłodzonym tonem. Jeszcze czego. Nie zasługuje na nic w zamian. Pomaga nam i papa albo nie pomaga i... radzimy sobie sami!
- Pff, to mało. - I znowu ten złośliwy uśmieszek. Nienawidzę go!
- Dobra, poradzimy sobie sami. - Odwróciłam się i pociągnęłam brata w przeciwnym kierunku, oddalając się od tego typa.
- Tak jak poradziłaś sobie wczoraj?
Pokazałam mu środkowy palec, nie zatrzymując się.
- O czym on mówił? - odezwał się Chris. Do tej pory milczał, co nie było w jego stylu. Dla mnie lepiej. Kiedy się odzywał, i tak nie miał nic sensownego do powiedzenia.
- Yyy... nie wiem. Cholera wie co takiemu siedzi w tym czerwonym łbie, nie?
Na szczęście mój brat nie zaczaił, że coś kręcę. Skinął tylko głową i znów zamilkł. Uff. Wyszłabym na sierotę, która gubi się w budynku szkoły i dostaje pomoc od swojego „wroga”. Toż to niczym historia z horrorów. Masakra.
W końcu natknęliśmy się na chłopaka z dwukolorowymi tęczówkami, Lysandra. Pomógł nam znaleźć klub koszykówki, nie wspominając nawet słowem o czymś w zamian za pomoc. Miły chłopak. Zostawiłam brata w sali gimnastycznej, bo to tam był ów klub, a sama poszłam do ogrodu. Wcześniej nie przyglądałam się kwiatom, bo nie sądziłam, że będę musiała się nimi zajmować. Były dość podniszczone. I co, mam sama je pielęgnować? Nie znam się na tym! Na szczęście zza jednej donicy wyłonił się chłopak w brzydkiej czapce i ogólnie brzydkim ogrodniczym stroju.
- Hej - zaczęłam. - Ty zajmujesz się ogrodem?
- Tak, jestem Jade. A ty to...?
- Natalie. Zdaje się, że będę ci pomagać.
- Serio? Raczej mało kto zapisuje się do tego klubu.
- Przecież w szkole jest dużo dziewczyn. Wątpię, żeby wolały koszykówkę.
- Jest jeszcze klub muzyczny. Jedynie Violetta tutaj przychodzi, ale z nią ciężko się współpracuje.
- Czemu? Jest niekumata?
- Nie, bardzo nieśmiała i przez to wstydzi się mnie o cokolwiek pytać, przez co cierpią rośliny.
O rany. Mam nadzieję, że ten koleś nie pokłada we mnie jakichś wielkich nadziei na uratowanie kwiatków...
Ogólnie z Jade'm gadało mi się nawet spoko, miły jest. Nie darł się na mnie, gdy czegoś nie kumałam, tylko spokojnie tłumaczył. To mi się podobało, bo nie musiałam być wredną suką i się z nim kłócić. W ogrodzie spędziliśmy całą przerwę, następną lekcję i kolejną przerwę, bo się zagapiliśmy i zagadaliśmy. Będzie kolejna zjebka, super.
Do szkoły weszliśmy razem, skupiając na sobie wszystkich na głównym korytarzu. Niestety Jade nie chodził z nami do klasy, więc musiał mnie zostawić. Długo sama nie byłam, bo zaraz podbiegła do mnie Rozalia.
- Jak ci się to udało? - pisnęła podekscytowana.
- Niby co?
- Dotrzeć do Jade'a! Przecież to typ samotnika, kochający tylko kwiaty!
- Odniosłam inne wrażenie. - Wzruszyłam ramionami, idąc pod naszą klasę, kończąc tym samym temat Jade'a. Roza za bardzo się podniecała.
Fizyka minęła mi bez większych nieprzyjemności. Nie wychylałam się, nie szeptałam z Rozalią, starałam się słuchać nauczycielki. Reszta dnia w szkole też minęła mi spokojnie, ale ja i tak dziękowałam niebiosom, gdy zadzwonił ostatni dzwonek. Rozalia się uparła, że pójdzie z nami. Nie chciało mi się leźć przez całe miasto jak wczoraj z Kastielem, więc pojechaliśmy autobusem. Gdy byliśmy niedaleko naszego domu, Roza się zapowietrzyła.
- Tu mieszkacie?
- No.
- Kilka ulic dalej mieszka Leo z Lysiem, a nieco dalej jest sklep Leo! Muszę cię kiedyś tam zabrać - dodała, patrząc na mnie krytycznym wzrokiem.
- Coś ci się we mnie nie podoba?
- No... to i owo można by zmienić.
Chris parsknął śmiechem, a ja strzeliłam go w łeb. Popchnął mnie. Roza zachichotała.
Zaprosiliśmy dziewczynę do nas, ale powiedziała, że wpadnie innym razem, bo teraz jest umówiona. Pewnie z Leo. Zrobiłam obiad, bo rodziców jak zwykle nie było. Szczerze mówiąc, miałam już tego dość. Czasem chciałabym wrócić do domu, gdzie czekałaby na mnie mama z ciepłym obiadem, zapytałaby jak było w szkole. Żeby po prostu się mną interesowała. Bo jak na razie oboje z ojcem interesują się tylko swoją pracą. Inni rodzice jakoś pracują i mają jeszcze czas dla swoich dzieci.
Zjedliśmy, po czym oboje zamknęliśmy się w swoich pokojach. Mieliśmy się uczyć, ale sądząc po odgłosach z pokoju obok, mój braciszek znów przepadł w wirtualnym świecie. Jak tak można? W pewnym momencie rozdzwoniła się moja komórka, a że byłam skupiona na pisaniu pracy domowej, aż podskoczyłam na dźwięk dzwonka. Wzięłam kilka głębszych wdechów i odebrałam, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Halo...
- Rany, co ci jest?
Przez chwilę próbowałam rozkminić z kim „rozmawiam”, aż w końcu mnie olśniło. Rozalia. Kiedy nas odprowadzała, wymieniłyśmy się numerami telefonów.
- Przestraszyłaś mnie. Znaczy telefon... Nieważne. Coś się stało, że dzwonisz?
- O jejku, musiało się coś stać?
- No w sumie nie...
Ok, tym mnie zawstydziła. To moje pytanie było trochę chamskie.
- Szykuj się, zaraz u ciebie będziemy.
- „Będziemy”? Znaczy kto?
- Mała ekipa wsparcia. - Zaśmiała się cicho i rozłączyła.
Zabiję.
Nie wiedziałam na co mam się szykować i jak, więc... wróciłam do pisania lekcji. Kilkanaście minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. Westchnęłam, wstałam i zeszłam na dół, wiedząc, że Chris na pewno nie pójdzie otworzyć. Oczywiście za drzwiami stała „mała ekipa wsparcia”, jak to powiedziała Rozalia. Do mojego domu wsypali się kolejno: Roza, Lysander i... Kastiel. No nie, tylko jego mi tu brakowało. Gdy zobaczył moją niezadowoloną minę, uśmiechnął się złośliwie. Przysięgam, kiedyś zetrę mu z buźki ten ohydny uśmieszek.
Rozsiedli się na kanapie, wyjmując z reklamówki... piwa. Powaliło ich? Nie żebym była jakaś grzeczna i święta, ale tak w środku tygodnia? No i gdzie ten cudowny Leo? Z tego co mi wiadomo jest od nas starszy.
- Wołaj brata! - wręcz rozkazała Rozalia. Jeszcze Chrisa chce mi upić... Nie ma mowy, on nie umie pić. Rano nie wstanie albo wstanie, ale zabije go kac. Nie będę mu usługiwać wtedy.
- Śpi - skłamałam bez mrugnięcia okiem, siadając między Lysandrem a Kastielem, bo tylko tam było wolne miejsce. W sumie powinnam je zostawić dla gościa, czyli Rozalii, ale co tam.
- Już? Taki z niego świętoszek? - mruknęła, podając mi piwo. Chłopaki już swoje żłopali. Usiadła na podłodze, opierając się plecami o kanapę.
- Głowa go bolała. Wykończył go pierwszy dzień w szkole. - Zaśmiałam się.
- Nie przesadzaj, nie jest aż taka zła.
- Kilka rzeczy bym w niej zmieniła.
- Na przykład co?
- Wywaliłabym śmieci - odparłam, patrząc na Kastiela. Chłopak próbował zabić mnie wzrokiem, a wokół nas zapadła cisza.
Ogólnie nasza mała imprezka trwała do jakiejś 23-ciej. W ciągu tych kilku godzin poznałam nieco lepiej moich kolegów z klasy. Kas odzywał się najmniej, co było mi na rękę, bo jak już postanowił otworzyć gębę, zazwyczaj próbował mnie obrazić. W końcu Lys zwrócił mu uwagę, że nie wypada się tak zwracać do damy, na co czerwonowłosy wywrócił oczami, mrucząc pod nosem „też mi dama...”. Chwilę potem spora część mojego piwa wylądowała na jego spodniach, w bardzo konkretnym miejscu...
- Pojebało cię?! - ryknął, wstając gwałtownie.
- Och, nasz mały Kassi się posikał! Trzeba było powiedzieć, że masz potrzebę. Pokazałabym ci gdzie jest toaleta.
Po tych słowach wybuchłam głośnym, wręcz histerycznym śmiechem. Za to Kas wyglądał, jakby za chwilę miał się na mnie rzucić i brutalnie zamordować. Szczerze? Ani trochę mnie tym nie przestraszył, a tylko jeszcze bardziej rozbawił. Jednak... jego mina nie była tylko popisem czy czymś takim, bo usiadł na mnie okrakiem i zacisnął dłonie na mojej szyi. W jego oczach widziałam ogień. Naprawdę był wściekły. Rozalia pisnęła przerażona.
- Kas, zwariowałeś?! Puść ją! - Lysander wstał i ściągnął ze mnie Kastiela, choć ten nieźle się szarpał. Lys jednak mocno go trzymał.
Patrzyłam na niego z przerażeniem w oczach. Co mu odbiło?! Zabiłby mnie, gdyby białowłosy go nie odciągnął! Lys w końcu go wyprowadził i chyba opieprzał, bo za drzwiami było głośno. Roza usiadła koło mnie i mocno przytuliła. Cholera, nie pamiętam kiedy ostatnio się tak cieszyłam z tego, że jest ktoś obok mnie. Gdy drzwi się otworzyły, zadrżałam i zacisnęłam powieki.
- Gdzie Kas? - spytała moja koleżanka.
- Poszedł do domu - odparł Lysander i chyba usiadł koło nas na kanapie. Położył mi delikatnie rękę na ramieniu. - Natalie, wszystko w porządku?
Och, troska w jego głosie mnie rozczuliła. Rozluźniłam się i odsunęłam od Rozalii, by spojrzeć na niego i lekko się uśmiechnąć.
- Tak, nic mi nie jest. Dziękuję. Gdyby nie ty...
- Daj spokój, on nie jest zły. Nie wiem co mu się stało, ale na pewno sam by się prędko opamiętał.
Westchnęłam cicho. Miałam co do tego wątpliwości. Był wściekły i raczej zdeterminowany. Mógł i chciał zrobić mi krzywdę.
Roza i Lys niedługo potem się zebrali, przepraszając za wszystko. No halo, to nie oni chcieli mnie udusić. Zamknęłam dokładnie drzwi i pobiegłam na górę. Nie miałam już na nic ochoty ani siły, więc wzięłam tylko szybki prysznic i położyłam się. Ale nawet zasnąć nie mogłam, bo ciągle mi się wydawało, że Kastiel stoi nade mną z zamiarem dokończenia tego, co przerwał mu Lysander. Lysander, no właśnie... Zaintrygował mnie ten chłopak. Był taki miły i kulturalny. Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego chłopaka, zwłaszcza w moim wieku. Raczej są zarozumiali i każdy tylko kombinuje jak zaliczyć kolejną pannę. Lys taki nie był. W sumie nie znałam go dobrze, prawie wcale go nie znałam, ale czułam, że jest... inny. Tak, inny w dobrym tego słowa znaczeniu. I te jego oczy... Wstałam i włączyłam komputer, a potem odpaliłam Internet. W wyszukiwarkę wpisałam hasło „dwukolorowe tęczówki”. Wyświetliło mi masę zdjęć dwu, a nawet trójkolorowych oczu i hasło „heterochromia”. Poczytałam o tym trochę, pooglądałam zdjęcia, nawet nie wiedząc, że pochłonęło mnie to na dwie godziny. Wreszcie poczułam, że jestem śpiąca. Wyłączyłam laptop i jakoś doczłapałam się do łóżka. Zasnęłam w przeciągu minuty.

3 komentarze:

  1. jejcia jak fajnie ♥ wybacz, że przeczytałam to w końcu dopiero teraz, ale wiesz jak jest ;w; cóż mogę powiedzieć, akcja się rozkręca i jest coraz bardziej interesująco. Podobało mi się to zaskoczenie Natalie, kiedy Lys pocałował ją w dłoń :D a przeraziła mnie nieco ta akcja z rozlanym piwem.. no ja wiem, że można się wkurzyć (zwłaszcza jeśli jest się Kastielem), no ale żeby od razu tak gwałtownie zareagował jak psychopatyczny morderca z całkowitym brakiem jakiegokolwiek pohamowania i chciał udusić ledwie poznaną koleżankę, u której był z wizytą ;-; ? Pomijając to, to wszystko jest cacy i pragnę dalej ♥ (tak, wiem, wymagam dalszych rozdziałów, a sama sie opieprzam xD) i jeszcze jedyna rzecz, do której się przyczepię to sugestia, żebyś może powiększyła nieco czcionkę, bo ta jest trochę za mała i się dość trudno czyta :< to tyle~ Pisaj dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. czad! to teraz tylko czekać na kolejny rozdział ;**

    OdpowiedzUsuń